Wahania

Ostatnio w moim zyciu dominowal smutek, musialam i nadal musze radzic sobie ze smiercia mojej ukochanej cioci.. Jej odejscie wstrzasnelo cala rodzina i trudno jest wrocic do normalnego zycia a co dopiero wziac sie w garsc i robic cos ponad norme. Nie cwiczylam od miesiaca, wczesniej tez nie trenowalam regularnie. Ciezko jest sie zmotywowac, brakuje mi sily, checi, tesknie za tlenem, energia i endorfinami. Dzisiaj majac wolny dzien, po kilku dniach zbierania sie w sobie w koncu poszlam na prawdziwy trening. Zmrozilo mi policzki, dwa razy zatrzymalam sie na odpoczynek. Trening trwal tylko godzine, ale mam ogromna satysfakcje z tego ze wyszlam z domu i zaczelam :) od wczoraj wzielam sie ostro za diete. Moj zoladek po kilku tygodniach niejedzenia ze stresu a nastepnie wielkiego kompulsywnego obzarstwa swiatecznego w koncu sie zbuntowal. Dlatego wrocilam do starych nawykow. Zauwazylam ze spadly mi 3kg, a cialo zrobilo sie rozleniwione, galaretowate, szare i smutne. Wypadlo mi mnostwo wlosow, cera wysuszyla na wior, pupa opadla a uda pomarszczyly. Biore sie za siebie, wiem ze treningi i dobra dieta pomoga mi wrocic do rownowagi psychicznej i fizycznej. Wiem ze kiedy jest mi zle musze pracowac nad wszystkim kompleksowo, to niesie pozytywne skutki i jest lawina zdrowia i energii. Moje dzisiejsze menu dla zdrowia:
banan z platkami owsianymi i orzechami laskowymi. Zupa krem z wloszczyzny, pora i ziemniaka. Wafle ryzowe z guacamole, koperkiem i domowa szynka. Mietowa herbata z cytryna. Spaghetti z miesem z indyka. Mysle ze to dobre menu na koniec roku. Do siego:*