Na dobrej drodze

Na dobrej drodze

Kiedy pięć lat temu opuszczałam rodzinne miasto byłam podekscytowana. Wielkie miasto, kolorowi ludzie, wydarzenia kulturalne, ogrom możliwości. W powietrzu czułam tą energię, podobało mi się to że jest się anonimowym. Podziemne przejścia w których grali muzycy, grupy turystów, wypełnione po brzegi knajpki. Przejażdżka tramwajem na drugi koniec miasta była dla mnie wielką przygodą. Początkowo nie korzystałam z map, pytałam ludzi gdzie i jak dotrzeć, odkrywałam miasto na własnych nogach, zaglądałam we wszystkie uliczki. Podobał mi się kontrast nowych budynków ze starymi, tajemniczymi zakątkami. Zachowywałam się i czułam jak turysta na wycieczce. To dawało mi dużo energii i szczęścia.

Gdy zaczął się rok akademicki i przytłoczył mnie ogrom nauki, przestałam tak intensywnie odkrywać miasto. Zaszywałam się nad rzeką, u znajomych którzy mieszkali w zacisznej dzielnicy. Często przesiadywałam w parkach lub leniwie włóczyłam się wzdłuż rzeki. Dużo czasu spędzałam na uczelni która położona była w zielonym, spokojnym miejscu. Jeszcze czułam się dobrze w mieście. Miałam swój świat, znajomych którzy mieli to samo spojrzenie na świat.

Po pewnym czasie życie się skomplikowało. Przestało mnie cieszyć studiowanie. Zderzenie z uczelnianymi władzami było bolesne na tyle, że podcięło mi skrzydła. Zaczęłam szukać innej drogi. W pewnej chwili zapomniałam w jakim celu przyjechałam do miasta. Cel był od zawsze klarowny- przyjąć tyle wiedzy ile potrzeba mi na podjęcie wymarzonej pracy, znaleźć ją w małym mieście lub wsi. Założyć rodzinę i wieść spokojne życie w którym jest miejsce na pasję i podróżowanie.

Niestety po zmienieniu części planu pogubiłam się. Nie wiedziałam już dokąd zmierzam i dlaczego jestem w tym miejscu. Każdy dzień oddalał mnie od bycia sobą. Źli ludzie, złe wybory. Smutek, złość i frustracja narastały. Zapomniałam o swoich pasjach, o prawdziwej miłości, długich spacerach, książkach. Przyszły różne załamania, chęć ucieczki od wszystkiego.

W pewnym momencie gdy brakowało mi ciepła i bliskości spełniłam swoje marzenie z dzieciństwa. Przygarnęłam porzuconego psa. Energiczną, oddaną, kochaną i zabawną suczkę. Wtedy jakaś część mnie zaczęła wracać na dobre tory. Codzienne spacery do parku, ćwiczenia, opieka nad psem dawała mi mnóstwo radości i miłości. Tak narodziła się przyjaźń która trwa już 3 lata.

Kolejnym ważnym wtedy krokiem było odkrycie roweru.  Znienawidzonego w dzieciństwie (dlatego, że był ciężki i niedopasowany do potrzeb małej dziewczynki a jazda na nim była istną męczarnią) i pokochanego po latach. Zaczęło się od pożyczonego roweru tylko po to aby dojeżdżać do pracy. Powoli zaczynałam zwiedzać okolicę na dwóch kółkach. Polubiłam to na tyle, że kupiłam sobie własny, idealny, cudowny, najwspanialszy rower. Zaczęłam jeździć na dłuższe wycieczki. Pokonałam mnóstwo kilometrów, w upale, śnieżycy, deszczu. Jeździłam dniami i nocami. Po drodze zatrzymywałam się na obiad w jakiejś knajpce. Kupowałam jedzenie w wiejskich małych sklepikach i czułam się cudownie. Znowu miałam świeży umysł. Oczyszczony z negatywnych myśli. Cieszyłam się chwilą. Początkowo jeździłam w mieście, później wyjeżdżałam z miasta i jechałam przed siebie, przez pola, wsie i lasy.

Otwierałam swój umysł, cieszyłam się doznaniami. Wracałam w nocy, kładłam się spać i nie interesowały mnie przytłaczające rzeczy.

Jednak nadal nie było to do końca to..

Wtedy pojawił się ON :)

Mój punkt zwrotny w życiu, moja ostoja, moja miłość. Udało mu się zrobić to czego ja nie potrafiłam. Odkrył mnie na nowo.

Razem chodziliśmy na spacery, wyjeżdżaliśmy za miasto, na cudowną wieś. Zaczęliśmy razem odkrywać uroki polskiej przyrody. Dopatrywaliśmy się piękna świata i kreowaliśmy szczęśliwe chwile. Wróciłam do czytania książek, kreatywnego myślenia, dbania o umysł, ciało i spokój duszy.

Skrzydła zaczęły odrastać.

Znowu marzę.

Dziś wspólnie szukamy naszego miejsca na ziemi. Opuszczamy miasto które już dawno przestało zachwycać. Zostawiamy za sobą tłok, spaliny, bród, anonimowość która wiąże się z bezdusznością, hałas, wszystkie kajdany które nas krępują.

Korki zamienimy na bezdroża, hałas na śpiew ptaków, spaliny i bród na tlen i zieleń. Bezduszność na bliskość i ciepło. Tłok na przestrzeń a kajdany na wolność.

 

20160603_152120