Wywiało nas

Wyjście ze strefy komfortu jednak trochę zabolało, porzucenie pracy, zmiana miejsca zamieszkania, brak przyjaciół i rodziny którzy są na miejscu poskutkowało kryzysem. Kiedy już pobyliśmy trochę w lesie dopadły nas tęsknoty za komfortem , za ludźmi i tym co było znane. Przestawienie się na nowy tryb wymaga od nas siły. Staramy się jak najczęściej wyobrażać sobie jak będzie cudownie kiedy już ułożymy sobie tutaj wszystko po naszemu.

 

W leśnym domku powiało arktycznym chłodem, każde wyjście do łazienki poprzedzone było ubieraniem się w niedźwiedzie skóry i odziewaniem butów z mamuta. Gotowanie wody na herbatę skutkowało zaparowaniem całego domku i deszczem skroplonej na suficie pary. Pies zamienił się w podkołdernika beztlenowego a my straciliśmy razem kilka kilogramów na ogrzewanie zziębniętych ciał.

Nadeszła pora na kolejną przeprowadzkę (moją ósmą, Jeża drugą).

Po oczyszczeniu domku, wyrzuceniu sterty mchu z dachu i oczyszczeniu wszystkiego z psiego włosia, zapakowani po sam dach samochodu wyruszyliśmy do ogrzewanego (jak cudownie) domu mojego Wujka.

Dostaliśmy ciepły kąt i równie ciepłe powitanie :)

Teraz staramy się zaaklimatyzować w nowym miejscu. Robimy plany dnia, żeby wejść w pewną rutynę (która w nadmiarze szkodzi ale jednak jest potrzebna).

Wymyśliliśmy pewien system spędzania czasu i zobaczymy jak się sprawdzi. Musimy jeszcze popracować nad planowaniem spotkań z przyjaciółmi i rodziną tak aby nie zaniedbać tego przez naszą nową sytuację.

Cały czas się uczymy i dowiadujemy nowych rzeczy o sobie i otoczeniu.

Z naszych wspólnych rozmów i burzy mózgów zrodził się nawet pomysł na biznes. W najbliższym czasie mam zamiar zająć się badaniem rynku i zwiedzaniem wszelkich urzędów.

Dziś jest słoneczny piękny jesienny dzień. Jeż zajmuje się okołosamochodowymi sprawami a ja mimo przeziębienia przejdę się do Pani od warzyw po szarą renetę na jabłecznik.